Slalom Gigant – prawie jak w Vancouver

Slalom Gigant – prawie jak w Vancouver

Dziś będziemy ostrożniejsi. W tej dyscyplinie, nie ma naszych reprezentantów, co pozwala na spokojniejsze podejście do tematu. Nikt z naszych się nie przewróci, nie zaśpi, nie będzie oddawał krwi, nie będzie narzekał na śnieg, a przede wszystkim nie ma w około żadnego Szwajcara, który mógłby zgarnąć złoty medal z przed nosa. Po prostu biało dookoła. Gdzie nie popatrzysz tam biało. Prawie jak na polskiej autostradzie po ataku zimy, tam też żadnego pługu nie uświadczysz.

Jak w to się gra?
Cel jest prosty – zjechać na dół, najlepiej trafiając w odpowiednie bramki i zbierając po drodze bonusy, omijając konary i oblodzenia (tak tak, w Polsce nie do pomyślenia). Strzałki na boki to skręty na boki, strzałka do przodu to przyyyyyyyyyyspieszenie. I wszystko jasne.

Dziś zamiast żarciku trzymamy kciuki. Żeby medale na olimpiadzie zdobywał nie tylko Małysz….

VN:F [1.9.2_1090]
Rating: 7.6/10 (8 votes cast)
Slalom Gigant - prawie jak w Vancouver, 7.6 out of 10 based on 8 ratings

About the Author